Fot. topPROJECT
| |
|
|
|
Szkoła w Jankowicach
Marek Wawrzyniak
Szkolnym korytarzem biegnie gimnazjalista. Chłopak jest nad wiek wyrośnięty i sporo waży. Wzrost odziedziczył po ojcu, waga to wspólna zasługa babci, koncernu Mc Donalds i producenta chipsów o smaku paprykowym. Mimo gabarytów dorosłego mężczyzny, chłopiec w duchu nadal pozostaje dzieckiem. Nie do końca przyzwyczaił się jeszcze do swojego ciała. Kiedy usłyszy wezwanie kolegów, po prostu biegnie.
Na drodze rozpędzonego czternastolatka przypadkiem znalazła się grupka pierwszaków. Dzieci rozpryskują się na wszystkie strony. Płacz, guzy, porozbijane nosy. Sprawca zatrzymany przez nauczyciela dyżurującego ma nieprzytomne oczy i jeszcze przez chwilę nie będzie rozumiał, co się właściwie stało.
Długie szkolne korytarze - chluba "tysiąclatek - to, niestety, scena dla wielu podobnych zdarzeń. Klasy rozpoznaje się tu po napisach, a nie po miejscu w przestrzeni budynku. Na zewnątrz nie sposób określić, które okna należą do którego z pomieszczeń. Skala obiektu często przytłacza swoich małych użytkowników.
Stres związany z obowiązkiem szkolnym nie musi być potęgowany przez nieprzyjazną architekturę. Nie możemy zapominać, że właśnie w szkole kształtowane są zachowania społeczne, kryteria estetyczne i wyobraźnia przyszłych dorosłych. Architektura może te procesy wspomagać, może też się z nimi nie liczyć. Budownictwo oświatowe, jak prawie wszystkie zadania budżetowe, od lat cierpi na tę samą chorobę - brak pieniędzy. Co gorsza, dalej pokutuje przekonanie, że niedoinwestowanie usprawiedliwia tandetę i bylejakość. Pieniądze przeznaczane przez samorządy na zadania projektowe z dziedziny oświaty właściwie zawsze wykluczają z procedur przetargowych dobrych, doświadczonych projektantów. Kto by tam rozpisywał konkurs architektoniczny np. na przedszkole? Namalujemy na ścianie pszczółkę Maję i będzie pięknie. Tymczasem to właśnie dzieci jest najtrudniej oszukać. To nie minister krzyknął, że król jest nagi.
Na szczęście, od jakiegoś czasu dzięki mądrym zapaleńcom udaje się przełamywać złe stereotypy. Tak stało się w gminie Jankowice. Zespół gimnazjum, szkoły podstawowej i przedszkola ma niezależne skrzydła dydaktyczne dla każdej z grup wiekowych, dwie sale gimnastyczne, wspólną amfiteatralną aulę, gabinety przedmiotowe przy każdej klaso-pracowni, a nawet obserwatorium astronomiczne. Korytarze przyjęły tu formę holi, lamperie olejne zastąpiła cegła klinkierowa. Skala poszczególnych brył budynku jest porównywalna z domkiem jednorodzinnym. Prosta, niewyszukana architektura obiektu, mimo kilku lat od oddania do eksploatacji, zdaje się wytrzymywać próbę czasu. Koszt metra kwadratowego realizacji był porównywalny z innymi obiektami tego typu, co jest jeszcze jednym dowodem na to, że kolor "orzech jasny i kolor nieba kosztują tyle samo.
Marek Wawrzyniak
Autor jest czynnym architektem,
kierownikiem pracowni "topPROJECT" w Rybniku
zdjęcia szkoły:
warto zajrzeć:
www.topproject.com.pl
|
|