 Ewa Jabłońska, Fot. Kali
| |
|
|
|
Cudze chwalicie, INDUKTI nie znacie...
Kali
W kręgach wielbicieli muzyki progresywnej, która lata swej świetności - zdaniem wielu znawców - ma już dawno za sobą, powiało optymizmem. Niepokój związany z oczekiwaniem na ten krążek rozwiał się jak poranna mgła, gdy z mroków ustępującej szybko nocy smętnego obrazu naszego rynku muzycznego wyłoniła się wizja muzyki wspaniałej.
Jakie to nuty w dzisiejszych czasach komercji, dziwnych nurtów muzycznych wymierających, nim człowiek przyswoi ich nazwę, spowodowała to zamieszanie? Wielu słuchaczy progresji, która rodziła się w latach 60., do dzisiejszego dnia pamięta cudowne dźwięki płynące z płyt KING CRIMSON i jej lidera Roberta Frippa. W końcowym etapie twórczości pierwszej edycji King Crimson (gdy u boku Roberta Frippa występowali Bill Bruford, John Wetton i David Cross), grupa wypracowała podstawy filozofii progresywnych pejzaży, gdzie agresywne dźwięki gitary Frippa z mellotronem w tle uzupełniły partie skrzypiec, wprowadzających niepokój i napięcie. Wszystko to dopiero w finałowych fragmentach utworów eksplodowało gigantyczną porcją energii, nie zawsze tej pozytywne (Starless, Red).
We wrześniu 2004 roku grupa INDUKTI wydała swoją debiutancką płytę "S.U.S.A.R". Słuchając jej, pojawiają się w oddali echa tych pejzaży z Krainy Karmazynowego Króla. Wkrada się tu również pogłos UK (Eddie Jobson). Można złapać się na tym, że myślimy o dźwiękach gitary WilStevena Wilsona i jego Porcupine Tree. Muzyka INDUKTI odzwierciedla głębokie przeżycia duchowe twórców, ich radości i smutki, ich sukcesy i porażki. Nieodwracalnie wciąga słuchacza w misterium dźwięków niezwykle energetycznych, bliskich nurtowi psychodelii. Niemalże na całej płycie słyszymy brzmienia potężne, zmieszane z przejmującym, zróżnicowanym, wszechobecnym rytmem, nieuchronnie wciągającym słuchacza w inny wymiar.
Miałem wielkie szczęście zobaczyć i usłyszeć INDUKTI na żywo i to poza granicami Polski, na jednym z wielu festiwali muzycznych typu OPEN AIR w sercu NIEMIEC. To podniecające doświadczenie móc obserwować, jak ten przemyślany i skonsolidowany projekt wciąga dziesiątki ludzi w swój zaczarowany świat. W świat muzyki trudnej i ambitnej, lecz bardzo bogatej w swej warstwie emocjonalnej. Głęboko wierzę, że oto mamy przed sobą nowy, rewelacyjny projekt, klasy co najmniej uwielbianego wśród melomanów art rocka z całego świata, zespołu RIVERSIDE. Jego wokalista, Dariusz Duda, wystąpił gościnnie na płycie "S.U.S.A.R" w dwóch utworach. Wielka szkoda, że tak mało muzyki świetnych polskich grup, jak chociażby INDUKTI, RIVERSIDE, QUIDAM, BELIEVE czy SATELLITE jest w naszych mediach. Żal również, że tak niewiele propozycji koncertowych trafia do ich menedżerów. Komercja w naszej kulturze spowodowała wszechobecną bylejakość i bełkotliwy jazgot muzyki, którą promują koncerny płytowe, zajmując prawie cały czas antenowy stacji radiowych i muzycznych programów telewizyjnych przebojami wyłącznie chwilowymi. Nie pozwólmy, by wartościowi artyści, tacy jak INDUKTI, mogli liczyć wyłącznie na cud i kontrakty poza granicami kraju!
INDUKTI to Ewa Jabłońska - skrzypce (dusza i serce zespołu), Piotr Kocimski - gitara, instrumenty etniczne (umysł i architekt zespołu), Maciej Jaśkiewicz - gitary (wulkan emocji), Maciej Adamczyk - gitara basowa, Wawrzyniec Dramowicz - perkusja (reaktor zasilający zespół w energię).
Kali
warto zajrzeć:
www.indukti.art.pl
|
|