 Fot. Agnieszka Zielonka
| |
|
|
|
Czy ten diament jeszcze świeci?
KONCERT DAVIDA GILMOURA W GDAŃSKU
Kali
W samochodzie żwawo zmierzającym w stronę Gdańska, słuchając po raz kolejny SHINE ON YOU CRAZY DIAMOND grupy PINK FLOYD, zadawaliśmy sobie to pokrętne - skądinąd - pytanie. Od tylu lat tęsknie marzyliśmy (ja i moje oszalałe na punkcie PINK FLOYD córki) o mało prawdopodobnej szansie ujrzenia i usłyszenia "na żywo" tej legendy muzyki rockowej.
Oczywiście koncert Davida Gilmoura nie jest jednoznaczny z koncertem Pink Floyd, ale do zjednoczenia grupy raczej już nigdy nie dojdzie, wiec występ Davida Gilmoura, w towarzystwie klawiszowego marzyciela grupy Richarda Wrighta oraz muzyków, którzy od wielu lat brali udział w muzycznym wizerunku PINK FLOYD, był, nie bójmy się tego powiedzieć, prawdziwą gwiazdką z nieba.
Wspomniane niebo w ten sobotni poranek nie było zbyt łaskawe dla tłumów wielbicieli Gilmoura i jego przyjaciół. Z nisko zawieszonych tuż nad naszymi głowami chmur lały się strugi deszczu, wprawiając wszystkich w smętny nastrój. Na szczęście, już około godziny 14, przestało padać, a chmury - niedawno jeszcze dotykające powierzchni Zatoki Gdańskiej - zaczęły znikać. Poprzez ramiona krzyży stojących przed bramą stoczni przemknęły pierwsze w tym dniu promienie słońca.
O tragicznej wręcz organizacji imprezy nie będę wspominał, bo obecni na koncercie swoje wiedzą. A reszta niech żyje w słodkiej nieświadomości, dotyczącej wybitnych zdolności organizatorów do uprzykrzania i zniechęcania rzesz fanów do wizyt w następnych zapowiadanych przez Prezydenta Miasta Gdańsk imprezach rocznicowych, związanych z powstaniem SOLIDARNOŚCI i wydarzeniami sierpniowymi. Coroczne, sierpniowe koncerty organizowane pod wspólną nazwą "PRZESTRZEŃ WOLNOŚCI", mają przypominać o tamtych chwilach i bohaterskich, anonimowych częstokroć ludziach, którzy przyczynili się do radykalnej zmiany porządku politycznego Europy w 1980 roku.
Punktualnie o 21, gdy słońce skryło swe oblicze za krzyżami pomnika i cały teren spowiły ciemności, na scenie pojawili się muzycy. Pierwsze dźwięki BREATHE obwieściły miastu Gdańsk i duchom błąkającym się po umierającej powoli stoczni początek wielkich emocji, które gwałtownie wzrosły, gdy końcowe takty BREATHE przeszły we floydowską perłę TIME, z albumu DARK SIDE OF THE MOON. Nad sceną rozbłysło 6 gigantycznych telebimów, wiernie pokazujących poszczególnych muzyków w akcji. Po tych dwóch silnych akcentach usłyszeliśmy polskie DOBRY WIECZÓR i DZIĘKUJĘ, a pozostały czas pierwszej części koncertu wypełniły utwory z najnowszej płyty Davida Gilmoura "On An Island". Artyście, po raz pierwszy na tej trasie, towarzyszyła orkiestra symfoniczna pod batutą Zbigniewa Preisnera oraz pianista jazzowy Leszek Możdżer. Obydwaj panowie brali aktywny udział w powstaniu najnowszej płyty byłego członka Pink Floyd.
Muzycy przedstawili spektakl oparty głównie na emocjach związanych z dźwiękiem, stąd oczekiwania głównie młodszej części widowni o gigantycznym przedstawieniu "światło i dźwięk" legły w gruzach, powodując utyskiwania na zbyt ciche nagłośnienie i brak silnego uderzenia. Koncert był w dużej mierze akustyczny i bardzo plastycznie oddał słuchaczom wizję artysty. Gra jednego z najlepszych gitarzystów świata była bardzo inteligentna, bez zbędnych ozdobników i szokujących efektów. Gilmour czarował dźwiękiem gitar, wzbudzając emocje i uczucia, a jednocześnie omijając płycizny technicznych sztuczek i fajerwerków, tak często używanych przez wykonawców z kręgu muzyki rockowej. Oprócz dźwięków wielu gitar główny wykonawca zagrał na saksofonie i zrobił to równie perfekcyjnie jak sam mistrz DICK PARRY, znany z największych realizacji PINK FLOYD.
Widownia z uznaniem i radością przyjęła utwory z najnowszej, platynowej już płyty Gilmoura, jednak w tłumie czuło się silne napięcie, związane z zapowiedziami repertuarowymi drugiej części koncertu.
Po 15-minutowej przerwie muzycy przywitali wierne, choć zziębnięte tłumy szokująco przepięknym wykonaniem utworu SHINE ON YOU CRAZY DIAMOND, gdzie główną linię melodyczną odegrano na napełnionych winem kieliszkach. Gitara Gilmoura na przemian rozrywała serca i wyzwalała głębokie pokłady melancholii w duszach słuchaczy. Cudowna muzyka płynęła ze sceny. Potem mogło być już tylko lepiej, lepiej i lepiej. Rewelacyjne wykonanie utworu ASTRONOMY DOMINE pokazało, jak istotne i pełne szacunku jest podejście członków grupy do swych niemalże historycznych już dokonań z okresu psychodelii, gdy jednym z muzyków Pink Floyd był zmarły niedawno SYD BARRETT.
Emocje wirowały wśród gwiazd, które rozświetliły niebo nad stocznią, gdy kolejne brylanty spadały z nieba na ziemię w postaci genialnego WISH YOU WERE HERE, czy blisko dwudziestominutowego ECHOES, sztandarowego utworu z albumu MEDDLE.
Specjalnie dla GDAŃSKA i jego mieszkańców muzycy wykonali utwór A GREAT DAY FOR FREEDOM, który był prezentem z okazji 26. rocznicy powstania SOLIDARNOŚCI.
Nie zabrakło też dzwonów w HIGH HOPES i wielu innych floydowskich utworów. Czas płynął gdzieś ponad stocznią w sposób niepowtarzalnie łagodny. Gdy rozbrzmiały pierwsze takty COMFORTABLY NUMB z albumu THE WALL, zapowiadające finał tych cudownych chwil, zegary wskazywały już godzinę 24. Ten utwór, który zawiera najlepszą na świecie solową partię gitarową, zwieńczył wieczór w sposób przepiękny. Gitara Davida Gilmoura oddała cały ogrom uczuć i trudnych chwil związanych z powstaniem albumu THE WALL, gdy nie można już było ukryć przed światem rzeczywistego rozpadu grupy PINK FLOYD. Zmęczona przywódczą i arogancką postawą geniusza i członka grupy, Rogera Watersa, rozbiła się na kawałki jak ten mur z kartonowych pudeł, znany ze scenicznej wersji tego dzieła.
Dla obecnych na koncercie duch PINK FLOYD był dostrzegalny w każdym dźwięku, frazie i promieniu laserów ubarwiających to dość ascetyczne - pod względem wizualnym - widowisko.
Tak. DIAMENT ZALŚNIŁ TAK MOCNO, jak mało kto się spodziewał. Nikt, z opuszczających teren stoczni nie odczuwał już problemu braku istnienia PINK FLOYD. Druga cześć koncertu rozniosła na strzępy wszelkie obawy i rozterki zgromadzonych. I tylko stada mew przemykających wśród gwiazd urealniały chwile i miejsce tych przeżyć.
Artysta powiedział na koniec DZIĘKUJĘ i DOBRANOC. I piękna to była noc. Tysiące fanów u stóp trzech krzyży, pomnika poległych stoczniowców, zawzięcie nuciło w zadumie dźwięki, których nasze serca i dusze nigdy nie zapomną.
ŚWIEĆ SIĘ DALEJ, SZALONY DIAMENCIE!
Kali
warto zajrzeć:
www.davidgilmour.com
www.pinkfloyd.com
|
|