 Fot. www.archivelights.com
| |
|
|
|
Archive Lights
Kali
ARCHIVE to jedna z wielu grup, których pozycja na rodzimym, brytyjskim rynku jest niska (żeby nie powiedzieć: marginalna), podczas gdy w kraju leżącym nad Wisłą, ARCHIVE ma status gwiazdy i liczne grono wielbicieli. Wyjaśnienie tego faktu nie jest aż takie trudne.
Kraj nad Wisłą uwielbia zespoły z pogranicza alternatywy, z tendencją do długich, ocierających się o psychodeliczne brzmienie suit, dobrze przyjmowanych u romantycznego polskiego słuchacza, a prawie zupełnie niezgodnych z obrazem współczesnej muzyki brytyjskiej.
Płyta LIGHTS jest inna, może trochę gorsza od rewelacyjnej płyty NOISE, ale tak, jak poprzednie - szybko zyskała miano kultowej. Większość utworów nie niesie niczego nowego, a nawet można by im zarzucić zapożyczenia z poprzednich dokonań. I nagle, gdy słuchacz zaczyna wątpić w rozwój zespołu, napotyka na kilkunastominutowy utwór tytułowy, ratujący całą produkcję i podnoszący znacząco ocenę całości.
Album jest bardzo dobrze wyprodukowany, dźwięk - rewelacyjny, a budowa nastroju i klimatu płyty wręcz wzorowa. Wierni fani spokojnie będą czekać na kolejny genialny album, taki jak NOISE, traktując LIGHTS jako pomost do nowych, jeszcze wspanialszych utworów zespołu.
Wielbiciele zespołu na początku listopada 2006 mieli okazję spotkać się z muzykami i ich twórczością w krakowskim Klubie STUDIO. Otwarcia wieczoru dokonał znakomity zespół z Londynu, REDJETSON, który ładnie wprowadził nas w klimat muzycznych pejzaży. Po długim oczekiwaniu, główni aktorzy pojawili się wreszcie i rozpoczynając od dźwięków suity LIGHTS, powoli zaczęli budować magiczną atmosferę tego wieczoru.
Dave Penney, nowy wokalista i gitarzysta grupy, zaimponował publiczności bardzo czystym i energetycznym głosem, a pojawienie się Pollarda Berriera, wykonującego większość partii wokalnych na płycie LIGHTS, wywołało w tłumie kłębiącym się przed sceną istną euforię.
Kolejne utwory przyjmowane były z coraz większym entuzjazmem. Ciągle zmieniające się konstelacje wykonawców, z boską Marią Q na czele i w chórkach, oraz utwory z różnych okresów działalności grupy połączyły się w jedno imponujące widowisko. AGAIN w finle koncertu wyzwoliło niesamowitą radość, a walka o liczne tego wieczoru bisy stała się jeszcze łatwiejsza.
Koncert był pięknym i emocjonującym widowiskiem. A ci, których nie do końca przekonywał album LIGHTS, zyskali pewność, że nie ma mowy o kryzysie twórczym w grupie ARCHIVE, którą wszyscy kochamy jeszcze bardziej!
Kali
warto zajrzeć:
www.archivelights.com
|
|