Forum dyskusyjne ROW Katalog firm ROW Ogłoszenia drobne Giełda ROW Kontakt z redakcją
RYBNIK - ŻORY - JASTRZĘBIE-ZDRÓJ - WODZISŁAW ŚL. - RACIBÓRZ  

Fot. okładka zespołu  


s
 kultura i sztuka
Koncert Porcupine Tree
Motyw labiryntu
Balet z Na Gruncie
Burgherzberg
KMP tryumfuje na PACE
Fenomen w świecie sztuki
Joby Młodych Panów
"Kino na Granicy"
PieM Projekt Po Premierze
Wakacje!
PAKA
Archive Lights
LARMO!!!
"Głupcy Umierają"
Szwedzi z Liquid Scarlet
"Baron Drzewołaz"
INDUKTI nie znacie...
Gilmour w Gdańsku
Muzyczne podróże Kalego
"Subkultury młodzieżowe"

 artykuły
architektura
budownictwo
finanse, kredyty
grafika, poligrafia
internet, multimedia
kultura i sztuka
motoryzacja
nieruchomości
podróże, turystyka
porady prawne
prezentacje
urządzenia
z regionu
(10)
(9)
(4)
(2)
(4)
(20)
(2)
(8)
(4)
(13)
(12)
(13)
(7)
 polecamy

Drukarnia Rybnik
Drukarnia offsetowa i cyfrowa w centrum Rybnika
www.topproject.pl/drukarnia


Materiały budowlane
skład i hurtownia budowlana w Rybniku, beton, farby, izolacje, okna...
www.budozbyt.pl




 kultura i sztuka

Koncert Porcupine Tree w Krakowie
Magdalena Zielonka


Niedawno pisałam o różnych przesądach. Teraz też poruszę ten temat. Liczba 7, jak wszystkim dobrze wiadomo, jest szczęśliwa. Co więc może stać się w dniu 07.07.07r.? WSZYSTKO! Tego dnia na 7 kontynentach odbyło się wspaniałe widowisko, mające na celu uświadomienie ludziom, co oznacza dla nas, dla naszej planety, globalne ocieplenie, za które jesteśmy odpowiedzialni - Live Earth. Jednak nie o tym mam zamiar pisać. Tegoż dnia przeżyłam po raz trzeci spotkanie z wyjątkową grupą Porcupine Tree.

Porcupine Tree to brytyjski zespół progresywno - psychodeliczny, którego liderem jest wybitny muzyk - Steven Wilson. W Polsce z roku na rok staje się coraz bardziej popularny. Śmiało mogę powiedzieć, że zdecydowanie plasuje się w czołówce najlepszych współczesnych progrockowych zespołów. Nic więc dziwnego, że już na ok. 3 godziny przed koncertem przed Halą Wisły powoli ustawiała się kolejka wyczekująca na wielkie otwarcie. Ja i moi towarzysze stanęliśmy w bardzo odległej od wejścia kolejce, godzinę przez oficjalnym rozpoczęciem. Na szczęście, kolejka posuwała się szybko. Po kontroli biletów postanowiliśmy znaleźć jakieś wygodne miejsca, gdyż nie było oznakowania. Znaleźliśmy resztę znajomych. Nie mogłam jednak usiedzieć w jednym miejscu, więc postanowiliśmy pochodzić i pooglądać, co ciekawego zespół ma nam do zaoferowania, oprócz, oczywiście, świetnego koncertu. Bluzy, plecaki, torby, płyty, czapki, t-shirty itp. przyciągały rzesze fanów. Kupiliśmy czapkę i poszliśmy dopchać się jak najgłębiej pod scenę na płycie. Nie było to łatwe, w końcu jednak zajęliśmy dość dobre miejsca i zamierzaliśmy się z nich nie ruszać. Czekanie strasznie się dłużyło, w końcu jednak na scenę zaczęli wchodzić techniczni, by zwiastować nadejście gwiazd.

Pure Reason Revolution supportowali PT. To młodziutka grupa alternatywna, tworzona przez pięciu przyjaciół - Jon Courtney, Chloe Alper, Jamie Wilcox, Jim Dobson, Andrew Courtney. Część publiczności znała ich wcześniej z warszawskiego koncertu drugiego zespołu Wilsona - Blackfield. Zachwyciły mnie chórki. Polifoniczność wokali, harmonia i kanony głosów tak dobrze pasujących do wykonywanej muzyki! Jon Courtney przypomina trochę Nicka Barretta z Pendragonu, a barwa głosu Chloe jest niespotykana i wprowadza kroplę mistyczności. Jak dla mnie, jedynym minusem były warunki w sali, gdyż oszklony dach wpuszczał zbyt dużo światła dziennego, co uniemożliwiało budowę klimatu odpowiedniego do występu. Koncert w Hali był bardzo udany, muzycy zawładnęli publicznością, jednak nie wyszli na bis.

Wszyscy nie mogli doczekać się gwiazdy. Po kilku minutach robrzmiały nawoływania i muzycy pojawili się na scenie, by rozpocząć widowisko. Początek repertuaru wzbudził kontrowersje, gdyż Brytyjczycy w składzie: Richard Barbieri, Colin Edwin, Gavin Harrison, Jonh Wesley, Steven Wilson, postanowili zagrać nową płytę "Fear of a Blank Planet" w całości, tak jak jest to w oryginale! Początkowe niezadowolenie niektórych fanów uległo złagodzeniu po rozbrajającym "Anesthetize", przypominającym trochę "Sleeping awake" "Tool", energicznym "Way out of here", czy mocniejszym niż w wersji studyjnej "Sleep Together". Wszystko pięknie łączyły w spójną całość wspaniałe filmiki, tak charakterystyczne tylko dla dwóch grup muzycznych: "Pink Floyd" i właśnie "Porcupine Tree". Steven był po prostu wulkanem energii, a cała grupa wkładała tyle serca w swą grę, że nie sposób było być niezadowolonym! Najbardziej zaskoczyło mnie (na plus, oczywiście) wielkie przywiązanie do polskich fanów i wspaniała więź, która powstała na tym koncercie. Pod tym względem koncert wypadł najlepiej z tych trzech, które miałam okazję obejrzeć. Zresztą sam lider podkreślił to mówiąc, ze na tym koncercie stworzyli coś wyjątkowego, czego jeszcze nie grali na żywo! Niestety, nie mogę powiedzieć, co to był za utwór, z prostego powodu, nie widziałam wszystkich ich koncertów, jednak samo wyróżnienie wzruszyło serca zakochanych w brzmieniu Porcupinów tłumów.

Po zagraniu wszystkich nowych utworów, artyści poprosili o 5 minut przerwy. Następne wyjście Jeżozwierzy jeszcze bardziej ucieszyło, gdyż pojawiły się starsze utwory. Wilson zapowiedział, że w drugiej części znajdą się utwory z "In Absentii".Publiczność miała nadzieję, że będzie to "Trains"("In Absentia"), co podkreślała licznymi wrzaskami, jednak zespół rozpoczął od "Ligtbulb Sun" ("Lighbulb Sun"), po którym nadeszła dalsza dawka nowszych utworów z płyty "Deadwing", czyli "Open car" i "Mellotron Scratch". Po zakończeniu tego utworu, Stefan zaczął mówić o tym, co będzie dalej, wtedy zaczęły się pojedyncze krzyki "Trains!!" na co odpowiedział stanowczo, uśmiechając się szeroko "Spokój, don’t disturb when someone is speaking, you will have your turn later", jak do małych, rozbrykanych dzieci. Rzeczywiście, w takich chwilach nawet najbardziej twardzi mężczyźni są jak przedszkolaki. Po tym akcencie nadszedł czas na coś mocnego z zapowiedzianej płyty - "Blackest Eyes" ("In Absentia") z pięknym przejściem do "Drown with me" ("In Absentia" ). Po tych dwóch ożywczych melodiach, nadszedł czas na najbardziej nostalgiczną, magiczną i romantyczną pieśń wieczoru, "Half-Light" ("Lazarus"). Ucieszyła mnie bardzo, gdyż jest jedną z moich ulubionych. Cała sala kołysała się w jej rytmie. "Sever" ("Singnify") otrzeźwił i ożywił publikę.

No i nadszedł ten moment, pierwsze pożegnania i podziękowania, ale spokojnie! Po długich nawoływaniach, wrzaskach, piskach i tupaniu w podłogę, wyszli znowu! Bosonogi król progrocka uśmiechał się najprawdziwiej, jak tylko się da i słuchał spokojnie krzyków publiki błagającej o "Train" ("In Absentia"). "Smart kid" skierowane do nas ze śmiechem, przez co niejedna osoba poczuła się jeszcze bliższa idolowi, po czym… pierwsze dźwięki i już wiadomo, że to "Trains"!!! Każdy śpiewał sobie pod nosem, by przypadkiem nie zagłuszyć wirtuoza. "Always in summer are slipping awake" zanucone delikatnie i cicho wzbudziło kolejną falę ciarek przebiegających po całym ciele. Po tym kawałku każdy był już całkowicie ukontentowany. Całości dopełniły następne dwa bisowe utwory "Mother and child divided" ("Deadwing" bonus) i ostatnie wielkie "Halo" ("Deadwing"), w które muzycy włożyli całych siebie i mocną dawkę energii. Steven wyglądał naprawdę jak osoba boska, ruszając rękami, po których przepływały kolejne strumienie kolorowego światła.

Najpiękniejsza w całym tym widowisku była zdecydowanie wielka radość emanująca z członków Porcupine Tree. Dzięki temu każdy poczuł się jak najszczęśliwsze dziecko świata i członek wielkiej rodziny sygnowanej nazwą "Jeżozwierzowe drzewo".


Magdalena Zielonka

  Copyright © topPROJECT  O nas  Reklama  Wspólpraca  Regulamin  Mapa serwisu wstecz   do góry  
Partnerzy serwisu:
  Portal Miejski Rybnik
Nowiny Rybnickie
Forum Kultury
Forum Kultury
Rybnik katalog firm
Infonacja PL
Polecamy.net Platforma Mediowa
Polecamy NET
Serwis Zobacz Śląsk!
Zobacz Śląsk
Giełda ROW
Giełda ROW
Raczej.pl
Raczej PL
Zostań naszym partnerem!
Zostań partnerem!