Forum dyskusyjne ROW Katalog firm ROW Ogłoszenia drobne Giełda ROW Kontakt z redakcją
RYBNIK - ŻORY - JASTRZĘBIE-ZDRÓJ - WODZISŁAW ŚL. - RACIBÓRZ  

Fot. www.sxc.hu  


 podróże
Dzienniczek z podróży
Chiny - Szanghaj
Chiny - Pekin
OSW "Stodoły"

 artykuły
architektura
budownictwo
finanse, kredyty
grafika, poligrafia
internet, multimedia
kultura i sztuka
motoryzacja
nieruchomości
podróże, turystyka
porady prawne
prezentacje
urządzenia
z regionu
(10)
(9)
(4)
(2)
(4)
(20)
(2)
(8)
(4)
(13)
(12)
(13)
(7)
 polecamy

Hotel w Rybniku
Zobacz hotel w Rybniku-Stodołach nad Zalewem Rybnickim...
www.stodoly.pl




 podróże

Dzienniczek z podróży
Aleksandra Tambor i Magdalena Zielonka


Koniec roku szkolnego to dla każdego ucznia błogosławieństwo i siódme niebo. Wszyscy marzą o wypoczynku nad ślicznym jeziorem, leniuchowaniem na piaszczystej plaży, czy aktywnych przechadzkach górskimi szlakami.

Ola: Nasza podróż do Porąbki, malowniczej miejscowości w Beskidzie Żywieckim, rozpoczęła się 2 lipca o godzinie 7.30 w Rybniku. Z ciężkim ekwipunkiem na plecach zjawiłam się u Magdy. Na tę artystkę, jak zwykle, trzeba było poczekać. Kiedy już zeszła, dzierżąc w dłoni zielone jabłko i dziarsko je pogryzając, ruszyłyśmy na Dworzec Komunikacji Miejskiej, by stamtąd udać się autobusem nr 52 do Żor.
Magda: Jak zwykle zaspałam, więc pojawiły się wątpliwości, czy zdążymy na autobus. Zaufałyśmy jednak danym zgromadzonym dnia poprzedniego.
Ola: Jak już wcześniej mówiłam, początkowym celem naszej podróży były Żory, gdzie Magda miała złożyć papiery do szkoły.
Magda: Na dworcu czekała nas niespodzianka. Okazało się, że godzina odjazdu, którą sobie wybrałyśmy, obowiązuje tylko podczas roku szkolnego. Musiałyśmy więc pojechać pół godziny później. Był to zwiastun naszych późniejszych perypetii.
Ola: Do Żor dojechałyśmy właściwie bez przeszkód. Z ciężkimi plecakami dotarłyśmy do szkoły i z ulgą pozbyłyśmy się ciężaru dokumentów i stresu rekrutacji. Bo ciężar fizyczny, oczywiście, pozostał.
Magda: Na szczęście dworzec PKP był blisko, więc udałyśmy się tam, aby oczekiwać przez godzinę na pociąg do Bielska-Białej. Niestety, nasza radość szybko minęła.
Ola: Tak, okazało się, że pociąg ten, owszem, kursuje, ale tylko w weekendy. Kolejny pociąg wyruszał dopiero za kilka godzin.
Magda: Postanowiłyśmy sprawdzić, jak rzecz ma się w Rybniku. Wysłałyśmy więc SMS do informacji PKP z zapytaniem o połączenie z Bielskiem. Okazało się, że takowe jest o 11.24, więc wróciłyśmy do rodzinnego miasta.
Ola: Po czterech godzinach znów znalazłyśmy się w punkcie wyjścia. Do tego na Dworcu PKP w Rybniku usłyszałyśmy kolejne niepokojące wieści.
Magda: Połączenie było, ale żeby nam nie ułatwiać życia, to z przesiadką w Katowicach Piotrowicach. Za bilety zapłaciłyśmy podwójnie.
Ola: Przed odjazdem pociągu poszłyśmy do dworcowej toalety. Madzię dopadł atak śmiechu, gdy zobaczyła cennik: kabina - 1,20 zł, mycie rąk - 0,80 zł. Tak więc, wbrew temu, co wpajała mi mamusia, musiałam zrezygnować z mycia rączek. Higiena była zbyt droga.
Magda: Tak rozbawione wsiadłyśmy z peronu nr 2 do pociągu. Od razu zajęłyśmy wygodne miejsca, Ola nawet położyła nóżki na pustym siedzeniu naprzeciwko.
Ola: Tak, tu zaczęły się problemy, bo gdy spokojnie oddawałyśmy się relaksowi, bezczelnie zakłócił go kontroler (z szumną wizytówką kierownika pociągu). Na widok mojego rozpasania i nóg na siedzeniu oburzył się, więc wdałam się z nim w pyskówkę. Nasze wdzięki widocznie nie działały na tego faceta.
Magda: Do Oli nie mógł się przyczepić, bo jej legitymacja była w stanie idealnym, ale moja przeżyła bliskie spotkanie z pralką. Niestety, moja kochana przyjaciółka nie uwzględniła tego przy kupowaniu biletów i kiedy kazałam jej kupić cały, oszczędnie wybrała dla mnie ulgowy. Po dyskusji kanar poprosił mnie na rozmowę do przedziału na samym początku pociągu.
Ola: Jakie ja wtedy przeżywałam katusze! Spojrzeniem podtrzymywał mnie na duchu mężczyzna siedzący po przekątnej, ale i tak zżerał mnie stres - co z Magdą- i niepewność - gdzie musimy wysiąść, czy ona zdąży.
Magda: W tym samym momencie ja, razem z jednym chłopakiem i panem dręczącym biedne dzieci dotarliśmy do przedziału, przy którym zaczynała się już zbierać kolejka. Wszyscy zatrzymani próbowali się tłumaczyć, ale im bardziej się starali, tym większą karę musieli zapłacić. Zdecydowanie w tym przedziale i z tym panem dyskusje nie były mile widziane; po pewnym czasie pozostawało już tylko czekać w milczeniu na wyrok.
Ola: Podczas gdy ja panikowałam i czekałam na Madzię.
Magda: Wszyscy zgromadzeni mieli wybór: 60 zł kary na miejscu, lub 150 zł w późniejszym terminie. Wiedziałam, że ja nie mogę sobie w tej chwili pozwolić na taki wydatek, więc powoli godziłam się z myślą powiadomienia rodziców o dodatkowych kosztach.
Ola: A ja panikowałam, bo Katowice niebezpiecznie się zbliżały.
Magda: W końcu w przedziale została trójka kontrolerów i ja. Próbowałam jeszcze dorzucić swoje trzy grosze do zaistniałej sytuacji, ale każda taka próba kończyła się zabraniem mi głosu. Stałam więc i patrzyłam błagalnie na dwójkę kanarów, którzy wyglądali nieco mniej złowieszczo. Po dłuższej chwili kierownik pociągu podał moją wypraną i pachnącą Lenorem legitymację pani kontrolerce z rozkazem wypisania mandatu na 150 zł. Nieśmiało zaoponowała: "Ale tu się należy 120 zł...". Zaczęła się bitwa spojrzeń i monolog kanara. Wziął jeszcze raz legitymację, przejrzał ją i chyba trochę złagodniał. W końcu zgodził się na dopłatę do normalnego biletu. Na odchodnym powiedział mi, że to wszystko wina Oli, bo sprowokowała go tymi butami na siedzeniu.
Ola: Nawet w pociągu zwracamy na siebie uwagę wszystkich! Madzia wróciła w samą porę, by wysiąść na naszej stacji. Czekała nas tam kolejna przykra niespodzianka - pociąg do Bielska opóźnił się pół godziny. Kolejne 30 minut upału i ciężkich plecaków!!
Magda: Gdy już wsiadłyśmy w tę piekielną machinę, musiałam zmierzyć się z kolejną panią kontroler i poprosić ją, żebym mogła dopłacić do biletu. Skończyło się na kupnie nowego, normalnego.
Ola: Bez większych problemów dotarłyśmy do Bielska. W dworcowym WC się przebrałyśmy i ruszyłyśmy na dworzec PKS, by na własne oczy przekonać się, o której odjeżdża autobus do Porąbki. Jakoś już nie wierzyłyśmy internetowym rozkładom jazdy.
Magda: Miałyśmy dość czasu na mały spacer do CH Sfera, ale po perypetiach z dopłatami do biletów nie bardzo było czym poszaleć. Ola tylko popędziła do księgarni z szaleńczym błyskiem w oczach, a wróciła z lżejszym portfelem i nową książką.
Ola: Po zjedzeniu zdrowego i pożywnego obiadu (ja zamówiłam hamburgera, a Madzia frytki) poszłyśmy na dworzec PKS. O 16.00 odjeżdżał nasz autobus.
Magda: Nastąpiła najmilsza część dnia - podróż starym pekaesem z dużymi, otwartymi oknami, przez które wychylałyśmy się w czasie brawurowych manewrów kierowcy. Włączyłyśmy głośną, szaloną muzykę, zdjęłyśmy bluzki, by pozostać w górach od bikini i oddawałyśmy się gorącym promieniom słońca i podmuchom wiatru. Po raz pierwszy poczułyśmy zapach Wakacji.
Ola: Tak dotarłyśmy do "centrum" Porąbki (trzy sklepy, kościół i urząd miasta) brudne i spocone. Ściągnęłyśmy mnóstwo zdziwionych spojrzeń, więc szybko założyłyśmy bluzki. Tam pewnie nieczęste są takie widoki.
Magda: O 17.10 miejscowy bus zabrał nas z rynku i podwiózł kilka przystanków w górę. Resztę drogi miałyśmy przebyć na piechotę. Mount Everest to przy tym mały pagórek!
Ola: No, trasa lekka nie była. O 17.40 dotarłyśmy do domu, wykończone dziesięciogodzinną podróżą. No tak, teraz czas wypoczywać!
Magda: A rozkład jazdy następnym razem sprawdza Ola!


Aleksandra Tambor i Magdalena Zielonka

  Copyright © topPROJECT  O nas  Reklama  Wspólpraca  Regulamin  Mapa serwisu wstecz   do góry  
Partnerzy serwisu:
  Portal Miejski Rybnik
Nowiny Rybnickie
Forum Kultury
Forum Kultury
Rybnik katalog firm
Infonacja PL
Polecamy.net Platforma Mediowa
Polecamy NET
Serwis Zobacz Śląsk!
Zobacz Śląsk
Giełda ROW
Giełda ROW
Raczej.pl
Raczej PL
Zostań naszym partnerem!
Zostań partnerem!