 Fot. Roman Zielonka
| |
|
|
|
Fascynujące Chiny. Pekin
Roman Zielonka
Blisko dwugodzinny lot z Szanghaju do Pekinu był nieoczekiwanie sympatycznym przeżyciem. W Pekinie opiekę nad naszą grupą objęła ADA YU, młoda i sympatyczna mieszkanka stolicy politycznej Chin.
Pekin objawił się nam jako zupełnie inne miasto niż Szanghaj: wydzielone, podlegające bezpośrednio władzom całego państwa. Jego nazwę, BEIJING, tłumaczyć można jako "stolica północna". Ma on długą, sięgającą I tysiąclecia p.n.e. historię, kiedy był stolicą państwa YAN. Miasto wielokrotnie zmieniało nazwę, a okresy rozkwitu przeplatały się z okresami upadku i zniszczenia. W 1215 roku Mongołowie zniszczyli je kompletnie, a kilkadziesiąt lat później odbudowali, ogłaszając stolicą imperium Mongołów, gdyż odgrywał już wtedy dominującą rolę jako ośrodek handlowy. Po wyparciu Mongołów
w latach 1406 - 1420 cesarz dynastii MING nakazał wybudować ZAKAZANE MIASTO, na terenie którego mieściła się między innymi Świątynia Nieba. W tym okresie powstał również plac TIANANMEN, kojarzony głównie z okresem rządów Komunistycznej Partii Chin i krwawego stłumienia protestów studenckich. To na tym placu, który przetrwał do dzisiaj po przebudowie w roku 1650, na początku października 1949 roku MAO ZEDONG proklamował Chińską
Republikę Ludową.
Przez najbliższe trzy dni mieliśmy mieszkać w luksusowym SWISSOTEL BEIJING. Czwartkowy poranek w stolicy Chin powitał nas piękną, słoneczną pogodą. Zaraz po śniadaniu udaliśmy się do autokarów, które zawiozły nas do pierwszej atrakcji tego dnia, wybudowanej w czasach dynastii MING Świątyni Nieba. Jest ona najokazalszą z cesarskich świątyń w Pekinie i jedną z czterech wybudowanych w obrębie miasta zewnętrznego. Pozostałe świątynie to Ołtarz Ziemi, Ołtarz Księżyca i Ołtarz Słońca. Na liście atrakcji turystycznych Pekinu jest to bodaj najpiękniejszy kompleks świątyń, otoczony blisko 300 - hektarowym parkiem pełnym atrakcji. Po wejściu na teren parku okalającego zespół świątynny, w którym cesarz odpoczywał od trudów codziennego życia, przybysza zaskakują grupy ludzi, którzy pod kierunkiem instruktorów ćwiczą różne tańce i elementy gimnastyczne. Mają one pozwolić strudzonemu cywilizacją człowiekowi oderwać się od codziennych trosk i dać możliwość obcowania z czystymi siłami, mającymi go wzmocnić i ubogacić wewnętrznie.
Wejście przez piękną bramę na teren kompleksu Świątyni Nieba otwiera nowy, wspaniały świat. Na obszarze wielkości stadionu olimpijskiego, górującego nad terenem parku rozciąga się kamienna zabudowa obiektów świątynnych, a ze środka tego kamiennego placu wyrasta wielka, monumentalna, drewniana, wybudowana bez użycia gwoździ Świątynia Niebios. Z okazji zbliżającej się olimpiady wszystkie obiekty kompleksu zostały poddane gruntownej renowacji, a malowidła na drewnianych elementach trzech kopuł wieńczących dach świątyni głównej precyzyjnie odrestaurowane. Kunszt twórców sprzed 600 lat nadal zadziwia i daje wiele do myślenia dzisiejszym budowniczym, którym rozwój cywilizacji i technologii dał tak wiele wspaniałych narzędzi i materiałów. Przez dłuższą chwilę chłonęliśmy niesamowitą atmosferę tego miejsca, tajemniczego, pięknego i pozostającego na długo w pamięci.
Następnie autokary przewiozły nas w pobliże placu TIANANMEN, skąd tradycyjnymi rikszami udaliśmy się na podbój starej dzielnicy, o historycznej, niskiej zabudowie. HUTONG (bo tak nazywa się te stare dzielnice) pokazał nam inne oblicze miasta. W małych, często rozsypujących się zabudowaniach, mieszkają rdzenni mieszkańcy Pekinu, a wśród nich wielu uznanych artystów.
W planie podróży mieliśmy pobyt u chińskiej rodziny i wspólne zjedzenie obiadu. Zostaliśmy zaproszeni do znanego chińskiego artysty, malarza YANZHEN ZHANG. Na ścianach wewnątrz domu wisiał szereg jego obrazów. Mimo, wydawałoby się, kiepskiej kondycji tej budowli, gdzie spękane ściany z licznymi zaciekami mogły budzić obawę o bezpieczeństwo, wewnątrz obecne były wszystkie dobra cywilizacyjne, z klimatyzacją włącznie. Panowała serdeczna atmosfera bardzo poczciwych i otwartych ludzi. Gospodarze pozwolili nam zajrzeć do każdego zakątka, a pani domu z uśmiechem obserwowała, jak podglądamy jej kulinarne wyczyny i wchłaniamy smakowite zapachy. Po niesamowitym posiłku zaprezentowano nam więcej obrazów gospodarza domu. Okazało się, że niektóre z nich można kupić, więc prawie każdy z nas powrócił z Chin z pięknymi malowidłami na jedwabiu.
Na zewnątrz budynku, oprócz naszych rikszarzy, czekała na nas kolejna armia chińskich handlowców, usiłujących sprzedać dosłownie wszystko, czasami za podejrzanie śmieszne pieniądze. Uśmiechnięci i gadatliwi rikszarze odwieźli nas do autokarów, a po krótkiej podróży znaleźliśmy się z powrotem na placu TIANANMEN, czyli Placu Niebiańskiego Spokoju.
Nazwa ta - w naszym rozumieniu - jest poważnym nieporozumieniem. To co ukazało się naszym oczom było gigantycznym placem, na którym - jak twierdzą przewodniki - zmieściłoby się kilkadziesiąt stadionów olimpijskich wraz budowlami towarzyszącymi. Odbywają się na nim gigantyczne manifestacje, w których uczestniczy nawet kilka milionów ludzi. Mieszczą się tam także liczne pomniki, muzea i mauzoleum cenionego (proklamował ChRL) i potępianego (zniszczył wiele z dorobku kulturalnego Chin, a jego reżim doprowadził do śmierci dziesiątek milionów Chińczyków), przywódcy MAO ZEDONGA. W wielu punktach placu, z okazji zbliżającej się olimpiady (PEKIN 2008), budowano za pomocą dźwigów dekoracje kwiatowe, ćwicząc przy okazji szybkie zmiany tych kompozycji.
Z placu wchodzi się do ZAKAZANEGO MIASTA. Powstało ono w czasach dynastii MING, na początku XV wieku i było siedzibą cesarza wraz z jego rodziną, świtą i wszystkimi niezbędnymi do rządzenia osobami. Mimo usytuowania w centrum miasta wewnętrznego, Zakazane Miasto posiadało własne mury obronne i szeroką fosę. Przez prawie 500 lat było niedostępną dla zwykłych śmiertelników siedzibą władz Państwa Środka. Mury obronne co kilkadziesiąt metrów zdobią wieże, przykryte wielopiętrowymi dachami z żółtej dachówki ceramicznej. Wewnątrz znajduje się kompleks pałacowy, zawierający ponad 800 pałaców i wiele budynków pomocniczych, które rozmieszczono na osi północ-południe, zgodnie z zasadami feng shui. Wśród zabudowań znajduje się wiele ogrodów pałacowych z bardzo starymi drzewami oraz trzy sztuczne stawy. Zakazane Miasto i jego wspaniałe budowle udostępniono zwiedzjącym dopiero po upadku cesarstwa w roku 1911. Obecnie trwają zakrojone na szeroką skalę prace renowacyjne i remontowe.
Po powrocie do hotelu i krótkim odpoczynku, wyruszyliśmy pieszo na zakupy do pobliskich sklepów. Obfitość różnych dóbr i pamiątek z poprzednich dni zmusiła większość z nas do zakupu dodatkowych waliz. W czasie tej popołudniowej wyprawy uzupełniliśmy stan bagaży, oraz kupiliśmy dobra najważniejsze: upominki dla najbliższych i przyjaciół, oraz prawdziwą chińską herbatę. Herbata, którą dane nam było pić w wielu różnych miejscach, nijak nie chciała przypominać tego, co w europejskich i polskich sklepach sprzedaje się pod tą nazwą. Dlatego też znaczącą część świeżo zakupionych waliz wypełniały opakowania różnych wyśmienitych gatunków herbat.
Kolejny, pełen słońca dzień rozpoczął się od dłuższej podróży autokarem na przedmieścia Pekinu, zwane CHANGPING. Mieści się tam, w górach TIANSZOUSZAN, Zaklęta Droga, zwana również Drogą Duchów lub Drogą Kamiennych Postaci. Tak naprawdę Zaklęta Droga to dolina, w której spoczywa w grobowcach trzynastu cesarzy dynastii MING, a wspomniane kamienne postacie ludzi i zwierząt mają strzec spokoju władców dawnych Chin. Spacer piękną aleją wśród tych wielkich kamiennych posągów był urzekającym przeżyciem.
Po opuszczeniu doliny grobowców autokar skierował się do BADALING, gdzie jest udostępniony zwiedzającym położony najbliżej Pekinu fragment Wielkiego Muru Chińskiego. Wielki Mur swoje początki datuje około VI wieku p.n.e., kiedy to lokalni władcy wysuniętych na północ fragmentów przyszłego imperium postanowili zabezpieczyć się od napadów ludów północnych z plemienia HUN, budując pierwsze fragmenty muru obronnego, który w III w p.n.e. pierwszy cesarz Chin, QUIN SHI HUANG DI, postanowił połączyć w ciąg fortyfikacji . Początkowo przy budowie pracowało około 300 tysięcy ludzi, ale w miarę postępu prac i powiększania ich zakresu liczba ta sięgnęła 3,5 mln, co stanowiło blisko 70% ludności ówczesnego cesarstwa. Katorżnicza praca w skrajnie niekorzystnych warunkach, głównie w wysokich i niedostępnych górach, spowodowała śmierć około 1 mln budowniczych. Wielki Mur łączy szczyty wysokich gór, które pokrywają większość terenu Chin, a jego obecny kształt zawdzięczamy cesarzom dynastii MING, którzy z dużą konsekwencją wyremontowali go i odbudowali. Obecnie Chiny ponownie odnawiają zniszczony w wielu miejscach Wielki Mur, który uznawany jest za jeden z cudów świata i podobnie jak Zakazane Miasto , Plac TIANNANMEN i Świątynia Nieba został wpisany na Listę Dziedzictwa Kultury Światowej UNESCO.
Nasza przygoda z Wielkim Murem rozpoczęła się około godziny 11.00. Słońce tego dnia wyjątkowo uparcie usiłowało nas upiec żywcem. Wewnątrz muru, zbudowanego z kamieni o długości około 2 metrów i ważących ponad 1000 kg każdy (co świadczy o wyjątkowym kunszcie dawnych budowniczych), biegną schody o szerokości dwóch - trzech metrów. Dla utrudnienia wspinaczki wysokość poszczególnych stopni schodów jest bardzo różna i waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów. Mur biegnie szczytami gór, wiec pozornie prosta wspinaczka schodami momentami przypomina wdrapywanie się na strome zbocze i jest wyczerpującym fizycznie przeżyciem. Co kilkaset metrów na murze wybudowano wieże obserwacyjno-obronne, stanowiące dla turystów miejsca chwilowego odpoczynku w cieniu. Nie pamiętam już, przy której z wież stoi stoisko, przy którym za drobną opłatą miejscowy rzemieślnik kaligrafuje pamiątkowy certyfikat zdobycia Wielkiego Muru. Wokół Wielkiego Muru rozciągają się wspaniałe widoki łańcuchów górskich szczytów, sięgających chmur i gdzieś daleko w dole nitek autostrad, tuneli wykutych w górach i zabudowań. W trakcie tej wspinaczki spotkaliśmy dwukrotnie Polaków, co było miłym i sympatycznym akcentem, zarówno dla nich, jak i dla nas. Po zejściu z Wielkiego Muru, które okazało się równie, a może i bardziej męczące od wspinaczki, przejechaliśmy autokarem kilka kilometrów, by na koronie innego fragmentu Wielkiego Muru zjeść na świeżym powietrzu lunch przygotowany przez firmę cateringową. Oprócz kanapek, owoców i słodyczy oraz wspaniałego wina każdy z uczestników tej wyprawy dostał kolejny już certyfikat, gdzie stary Chińczyk napisał na pergaminie w języku chińskim imię i nazwisko uczestnika oraz datę pobytu na Wielkim Murze. Pamiątkowe zdjęcia, ostatnie ujęcia kamery, a potem już autokar, którym ledwo żywi ze zmęczenia wróciliśmy do Pekinu.
Dwugodzinna podróż pozwoliła nam trochę wypocząć i zregenerować siły przed zapowiedzianymi na to popołudnie zakupami w centrum handlowym YA SHOW. To kilkupiętrowa kamienica wypełniona od piwnic po ostatnie piętro dziesiątkami stoisk, na których można kupić dosłownie wszystko: od artykułów spożywczych, poprzez biżuterię i piękne perły, tekstylia z cudownymi wyrobami z jedwabiu, aż po wyroby elektroniki użytkowej i to zarówno oryginalne, jak i ich kopie. W centrum można zjeść i wypić, skorzystać z masażu leczniczego i kupić wszystkie pamiątki, jakie tylko turyście mogą się zamarzyć.
Objuczeni reklamówkami i torbami ze skarbami wróciliśmy do hotelu, skąd po krótkim wypoczynku udaliśmy się na pożegnalną kolację do najmodniejszej, obleganej przez tłumy chętnych, restauracji w Pekinie o nazwie GREEN T. HOUSE. Niecodzienny wystrój wnętrza, wspaniałe dekoracje kwiatowe na stołach, świece, szkło artystyczne i kamieniarstwo najwyższej próby, wspaniałe nagłośnienie i perfekcyjna obsługa, to jedne z wielu atrakcji tego wieczoru. Serwowane dania i wina to temat na osobną opowieść, a wieczór ten był po prostu cudowny.
Po krótkim śnie, wczesnym śniadaniu i pożegnaniu z gościnnym SWISSOTEL BEIJING, autokary sprawnie zawiozły nas na lotnisko. Obawialiśmy się odprawy bagażowej z racji ilości waliz i toreb, ale wbrew naszym przeczuciom przebiegła ona sprawnie. Na końcu w hali odlotów zostały machająca nam na pożegnanie Ada Yu i nasza nadzieja na rychły powrót do tej cudownej i niepowtarzalnej krainy. Lot samolotem linii AIR FRANCE do Paryża nie był ani miły, ani przyjemny. W pamięci wciąż żywe były obrazy z lotu krajowym rejsem AIR CHINA. Powrót do cywilizacji Zachodu - smętnej i brudnej - nie napawał nas radością
Niezapowiedziane przygody w trakcie podróży powrotnej, takie jak awaria samolotu i chwilowe zaginięcie bagażu, nie były jednak w stanie przyćmić wspaniałych przeżyć w Państwie Środka, które dane nam były dzięki hojności Zarządu Daikin Polska i Daikin Europe. Każdy z uczestników tej eskapady snuł już plany dalszego rozwoju współpracy z firmą DAIKIN, które być może zaowocują kolejną wspaniałą podróżą w nieznane.
Roman Zielonka
zdjęcia z podróży:
|
|